Teresa
Sasak jest dyrektorem Ośrodka Psychoedukacyjnego ASYLON. Psycholog,
trener. Absolwentka kursów zarządzania w School of Business - Stamford CT
USA. Mediator z listy Polskiej Korporacji Mediatorów i Sądu Apelacyjnego
w Warszawie.
TEST zamiast wstępu
Z podanych par określeń umieszczonych w dwóch kolumnach, wybierz jedno, które
bardziej odpowiada twoim preferencjom:
1
2
bezrobocie
pracoholizm
spokojna praca
kariera zawodowa
stabilność
ryzyko
dostosowanie
rywalizacja
spokój
aktywność
odtwarzanie
rozwój
wynajmowany pokój
własny dom
remont mieszkania
podróże w czasie urlopu
(dodatkowo, można pominąć):
rodzina
praca
WYNIKI
Jeśli większość twoich wyborów znajduje się w drugiej kolumnie, jesteś pracoholikiem,
albo nim będziesz. Dzięki takim ludziom, jak ty, możemy mówić i pisać o polskim
pracoholizmie, ba, nawet porównywać się z Japończykami, Amerykanami, czy Niemcami.
W tym zakresie zrobiliśmy wielki skok, wszak przypominasz sobie polskie porzekadło:
"czy się stoi, czy się leży.......".
Brak kompleksowych polskich badań naukowych nad pracoholizmem, zdaje się świadczyć
o jego marginalnym zakresie i zaawansowaniu jako patologii społecznej. Snucie
analogii między pracoholizmem i alkoholizmem w Polsce w kontekście następstw
społecznych jest co najmniej nadinterpretacją definicji. Obie patologie łączą
tylko niektóre objawy i skutki w jednostkowej skali.
ISTOTA I FAZY PRACOHOLIZMU
Pracoholizm dotyka ludzi dorosłych, czyli odpowiedzialnych za efekty podejmowanych
decyzji, z nadużywaniem pracy w swoim życiu włącznie.
Nadużywanie pracy, podobnie jak alkoholu, może z czasem i w sprzyjających okolicznościach
psychologiczno-społecznych przejść w stan uzależnienia.
Granica jest słabo wyczuwalna, przebiega między PRACUJĘ, BO LUBIĘ I CHCĘ
a PRACUJĘ, BO MUSZĘ, czyli między przyjemnością a katorgą.
Nadużywanie pracy może mieć charakter sporadyczny, napadowy ("za pięć dwunasta",
"sytuacja awaryjna", etc.), cykliczny (ciągi na przemian: tyram -
obijam się) lub permanentny (chroniczny).
Ciągowe uzależnienie od pracy oznacza coraz słabszą walkę z nałogiem, chroniczne
- poddanie się.
Pracoholizm permanentny jest najbardziej szkodliwy, zarówno dla osobnika nim
porażonego, jak również jego rodziny, pracodawcy i jakości wykonywanej pracy
(z badań wynika, że pracoholik obsesyjny, po około 3 latach pracy zapada na
"wypalenie zawodowe" objawiające się m.in. spadkiem efektywności o ok. 60% w
porównaniu z okresem startu).
Konsekwencje ogólne tej przypadłości są znane: od alienacji do dodatkowych nałogów,
(alkoholizm, nikotynizm, narkomania, hazard, seksoholizm, etc.) po skrajne wyczerpanie
psychofizyczne, choroby i śmierć (uf!).
OBLICZA PRACOHOLIZMU
Pracoholizm
pozorowany
Czy pamiętasz ze szkoły takich, co to mieli wszystko posegregowane, zaznaczone,
"wykute na blachę", nie dali ściągnąć, ani nie podpowiadali, a w czasie kontrowersyjnych
dyskusji chowali się za plecami "buntowników"?
To z nich wyrośli pracusie - dyspozycyjni, oddani ciałem i duszą firmie bez
reszty czasu dla siebie i swoich bliskich.
Siedzą w pracy po godzinach (w domu ciepły obiadek, kapcie, oddana żona i grzeczne
dzieci), bo szef jeszcze nie wyszedł ("bezdomny", samotny).
Ciągle biegają po firmie z obłędem w oczach, nurzają się w komputerze, papierach,
tudzież innych narzędziach, przeszkadzają innym w pracy żądając niepotrzebnych
materiałów dla zasady, spektakularnie sprzedają swój "trud i znój". Nie mają
natomiast pojęcia o chociażby o zasadzie V. Pareto, priorytetach, czy innych
tajnikach skutecznego działania.
Pracusie mogą tworzyć "kulturę" firmy, albo odwrotnie "kultura" firmy stwarza
pożywkę dla rozwoju pracusiów eliminując efektywnych i kreatywnych pracowników
i menedżerów.
Pracoholizm
niewolniczy (mobbingowy)
Wyjątkowo patologiczna odmiana. Jeden tyra za kilku zwolnionych albo i za szefa
"z nadania", typowego reprezentanta. Odpowiada za spadek zysków firmy w gospodarczym
kryzysie.
Nie może chorować (a od czego szczepienia), mieć zdarzeń losowych w rodzinie,
o urodzeniu dziecka nie wspominając. O urlopie może pomarzyć (odpocznie na bezrobociu
albo na emeryturze, jeśli dożyje).
Odejść nie ma gdzie, chyba "z deszczu pod rynnę". Żyje w permanentnym, wyniszczającym
stresie.
Pracoholizm
tymczasowy
Najlepiej odejść z "firmy pracusiów" albo z "niewolniczej", ale dokąd? Część
z was pozostanie i pozornie dostosuje się płacąc za to dyskomfortem psychicznym,
kompensowanym dbałością o dobre relacje w życiu prywatnym i satysfakcjonujące
sposoby spędzania wolnego czasu.
Znalezienie nowej pracy będzie odruchem obronnym przed pozostaniem "w tym bagienku".
Pracoholizm
obsesyjny
Udało się, wreszcie stanowisko godne twojego wykształcenia, umiejętności i aspiracji.
Teraz pokażesz, co potrafisz. Postawisz upadającą firmę na nogi.
Utożsamiasz się z firmą bardziej niż z własną rodziną, harujesz, zostajesz po
godzinach, zabierasz pracę do domu, nie rozróżniasz soboty i niedzieli od poniedziałku.
Jesteś jak Zosia Samosia, każdego pracownika sprawdzasz osobiście, nie dowierzasz,
zaostrzasz dyscyplinę formalną.
Od czasu do czasu uczestniczysz (bądź sam je organizujesz) w weekendowych oddalonych
od domu imprezach integracyjno-motywacyjnych, najlepiej z zajęciami, typu out
door, żeby podtrzymać odpowiedni poziom adrenaliny. Co tam, wspólny relaks z
rodziną?
W czasie Wielkanocy i Bożego Narodzenia chorujesz - dopada cię grypa albo alkohol.
Myślę, że jesteś jednym z tych menedżerów, którzy wypełniali ankietę sondażową
dla Pracowni badań Społecznych. Wyniki sondażu wskazują, że co trzeci polski
menedżer
pracuje w niedziele i święta, a co drugi nie korzysta z wakacji.
I co dalej?
warianty optymistyczne
- osiągasz dalsze sukcesy, awansujesz, dobrze zarabiasz, kupujesz mieszkanie
i samochód, zakładasz rodzinę i mówisz "STOP PRACA", teraz "PRACA I RODZINA"
- twoja rodzina akceptuje taki stan rzeczy, pomaga ci, wspiera, liczy na lepsze
czasy
warianty pesymistyczne
- oddałeś całą energię firmie, po kilku latach szaleńczej pracy czujesz się
jak "wyciśnięta cytryna", skrajnie wyczerpany i wypalony, już nie jesteś potrzebny
firmie; w kolejce czekają następni "napakowani"
- rozpadł się twój związek (nie dbałeś o partnera, który cały dom miał na
głowie, a na dodatek z niego "wyrosłeś" - został gdzieś daleko w tyle w rozwoju,
nie masz już o czym z nim rozmawiać)
- choroby somatyczne i psychiczne
- nałogi.
Pracoholizm
ucieczkowy
Na ten typ pracoholizmu podatne są osoby żyjące w sytuacji długotrwałego oddziaływania
stresogenów niemożliwych do usunięcia ze względów etycznych, religijnych, czy
emocjonalnych. Te stresogeny, czy raczej ci stresogeni to najczęściej toksyczni
rodzice,
życiowi partnerzy uzależnieni od alkoholu, narkomani, chorzy psychicznie lub
zwykli nieudacznicy a także dzieci dostarczające więcej kłopotów niż radości.
Stałym stresogenem może być też żona lub mąż (typowi biorcy), z jednej strony
żądający dużo pieniędzy, a z drugiej nie dający żadnego wsparcia, ani nie wyrażający
wdzięczności.
Widzę dużo przesady w żądaniach niepracujących żon wobec zaharowanych mężów,
aby ci ostatni uczestniczyli stale jak partnerzy we wszystkich obowiązkach domowych
i rodzinnych.
Mało zarabiający mężowie, o słabym statusie zawodowym, też doprowadzają do pracoholizmu
swoje żony, dobrze wykształcone, pracowite, dla których z różnych względów jest
ważna kariera zawodowa.
Kobiety uciekają psychicznie lub fizycznie od mężczyzn, którzy chcą podnieść
swoją wartość kosztem poniżania kobiety, której niezależnie od jej statusu zawodowego
i finansowego, wskazują miejsce "kury domowej podającej obiad i kapcie panu
i władcy".
W takich sytuacjach ucieczka w pracę jest w miarę uzasadniona, chociaż nie do
końca usprawiedliwiona. W każdym razie lepsza od ucieczki w depresję, samodestrukcję,
alkoholizm, narkomanię, czy inne patologie.
Tak, czy owak, nieułożone życie rodzinne będzie wysuwać się z tła. Ani sława,
ani pieniądze na dłuższą metę nie zastąpią naturalnej potrzeby miłości i wsparcia.
Kompensacja tego brakupogłębi tylko pracoholizm. Koło będzie zamykać się coraz
ciaśniej.
Pracoholizm
twórczy
Szczególnych trudności w oddzieleniu pracy od życia prywatnego doświadczają
osoby pracujące twórczo, artyści, pisarze, dziennikarze, architekci, naukowcy,
etc. Ich dzieło tworzenia trwa stale. W czasie relaksu właśnie (stan Alfa) wpadają
na genialne pomysły i nierzadko natychmiast zabierają się do ich realizacji.
Myślę, że dlatego tak wielu z nich, będąc już z racji wykonywanej pracy obsesyjnymi
pracoholikami, czyli mając o jedną ucieczkę mniej niż inni, wchodzą w te inne
holizmy.
Pracoholizm
nominowany
Rodzimy się z określonym temperamentem, intelektem, wyglądem. Moim zdaniem,
wynikającym z obserwacji i wieloletniego doświadczenia psychoterapeutycznego,
melancholicy stanowią największą grupę wśród osób pracowitych ze skłonnością
popadania w pracoholizm, a cholerycy są wręcz nominowani na pracoholików od
urodzenia.
Melancholicy, to najogólniej perfekcjoniści, podporządkowujący się procedurom
i regulaminom, uporządkowani i zorganizowani, kończący to, co zaczęli.
Cholerycy są natomiast ukierunkowani na cel, szybcy w działaniu, ogarniający
całokształt problemu, rywalizacyjni i despotyczni.
Nie sądzę, aby pracoholizm szczególnie zagrażał flegmatykom, którzy z natury
są solidni, spokojni i zgodni, dobrze znoszący naciski, unikają ryzyka, znajdują
proste wyjścia z trudnych sytuacji.
Skłonności do pracoholizmu nie wykazują też sangwinicy, dla których życie towarzyskie,
zabawa i dobre relacje z ludźmi liczą się najbardziej.
Należy pamiętać jednak o tym, że wielu z nas ma temperament mieszany. Najbardziej
sprzyjającym nominowanemu pracoholizmowi obsesyjnemu jest połączenie temperamentu
cholerycznego z wysokim intelektem. Ci ludzie są jak orły, "latają wysoko i
samotnie".
Mają kłopoty z ułożeniem sobie życia osobistego, są impulsywni, drażliwi, zmienni,
apodyktyczni. Ich potrzeby poznawania, aktywności i samorealizacji dominują
nad potrzebami przynależności społecznej, a często i bezpieczeństwa.
Praca jest dla nich celem , a nie środkiem dożycia. Najczęściej zajmują wysokie
stanowiska bądź prowadzą własne firmy.
Pracoholizm
z wyboru
Znam wiele osób, które pracują ciężko i długo, także w weekendy i święta, bo
lubią. Najczęściej są przedsiębiorcami, lub mają wolne zawody. Są zafascynowani
swoją pracą, własnym rozwojem, ogólnie zadowoleni z życia. Cechuje ich adekwatna
pewność siebie i
optymizm.
Pracę traktują jak wyzwanie, hazard. Jest dla nich wartością sama w sobie, stylem
życia, a nie tylko sposobem zdobywania pieniędzy i statusu społecznego. Chętnie
pomagają innymi, korzystają z życia.
Bywa, że przeżywają, jak wszyscy aktywni ludzie, okresy silnego stresu i wypalenia,
ale wychodzą z tego obronną ręką i nadal cieszą się pracą, co najwyżej zmieniając
formę, czy zakres działalności.
Jednakże, przez swoje najbliższe otoczenie są uważani za pracoholików, mimo,
że nie wykazują objawów tej choroby.
Najczęściej, to nie oni izolują się, ale są emocjonalnie odtrącani przez rodzinę,
przyjaciół i sąsiadów. Zazdrość otoczenia jest tym silniejsza, im bardziej jest
ono inercyjne. Często mam wrażenie, że łatkę pracoholika najchętniej przypinają
innym, osoby leniwe, puste
wewnętrznie, zawistne.
Pracoholik z wyboru ma małe szanse psychicznego powrotu do otoczenia, z którego
"wyrósł, jak z dziecinnej koszulki". Albo zaakceptuje swoją sytuację i poszuka
alternatywnych rozwiązań, albo będzie cierpiał z powodu odrzucenia i tracił
własną godność w próbach
odzyskania przyjaźni i miłości poprzez narzucanie się.
PODSUMOWANIE
Jak wynika z powyższych przemyśleń, pracoholizm nie jedno ma imię. Jego forma
jest determinowana wrodzonymi predyspozycjami psychofizycznymi, wzorcami rodzinnymi,
religijnymi i społecznymi.
Często jest kształtowany przez mechanizm samosprawdzającej się przepowiedni,
typu: "staram się - mam wyniki - warto starać się jeszcze bardziej".
Bywa, że jest przyczyną osobistej psychicznej degradacji i spustoszenia życia
rodzinnego, ale też i tego skutkiem.
Człowiek uciekając od konfliktowych sytuacji powodowanych przez siebie lub innych
poprzez różne holizmy może dojść do pracoholizmu, jako wybawienia, tym bardziej,
jeśli w życiu zawodowym zawsze się sprawdzał i miał sukcesy.
Nie wszystko w życiu można mieć - jednym bardziej wychodzi życie prywatne, rodzinne
(cenione najwyżej przez większość społeczeństwa, jak wynika z sondaży), innym
zawodowe. Tylko szczęśliwcom wychodzi jedno i drugie.
Cóż, dla własnego zdrowia psychicznego, warto uznać zasadę: "jak się nie ma,
co się lubi, to się lubi, co się ma.....".
I na koniec warto sobie zadać pytanie:
Czy człowieka i jego rodzinę bardziej niszczy pracoholizm, czy bezrobotność?
Ja nie wiem.